Ostatniego
dnia w Kambodży wybraliśmy się na zwiedzanie „małej trasy”, czyli świątyń
położonych bliżej Siem Reap. Wiele firm oferowało tę wycieczkę po zbliżonych
cenach, toteż tym razem skorzystaliśmy z oferty konkurencji. Poprzedniego dnia
trafił nam się niezbyt udany przewodnik z nowej firmy, który „wykuł na blachę”
swoje kwestie, a poza nimi niezbyt znał j. angielski. Nie potrafił odpowiedzieć
na zadane pytania, nie mówiąc już o tym, że nie wiedział co znaczy słowo "spider".
Zmiana wyszła na lepsze, nowy przewodnik był bardzo kompetentny i uprzejmy.
Mimo nieco większej ceny, warto było postawić na firmę działającą od wielu lat.
Najważniejszym
punktem programu była najbardziej znana, najważniejsza, a przy tym największa
ze świątyń, mianowicie Angkor Wat. Na zwiedzanie było przeznaczone około dwóch
godzin. Turystów cała masa. Trzeba było się pilnować, gdyż łatwo było się
zgubić.
Obowiązkowym
punktem każdej takiej wycieczki była przerwa na obiad. Zajeżdżano wówczas do
zaprzyjaźnionej knajpy w pobliskim kompleksie o wdzięcznej nazwie Sras Srang. Ceny były dwa
razy większe niż w miejskich restauracjach, ale jedzenie było smaczne, a do
tego pięknie podane w kokosie.
Po
posiłku, z nową dawką energii zobaczyliśmy jeszcze kilka świątyń. Pięknie prezentowały się korzenie drzew oplatające mury.
W międzyczasie dostrzegliśmy małpy wałęsające się w pobliżu murów. Trudno było im zrobić udane zdjęcie. Uciekały i trzeba było na nie uważać, bo to przecież dzikie i nieokrzesane stworzenia.
Ostatnią
rozrywką było oglądanie zachodu słońca w urokliwym, aczkolwiek mocno zatłoczonym
miejscu.
Być może kiedyś uda nam się wrócić tam i nadrobić zaległości J Serdecznie polecam wycieczkę do Kambodży. Piękny, egzotyczny kraj oraz niesamowite kompleksy świątynne są absolutnie warte uwagi każdego podróżnika.