wtorek, 14 stycznia 2014

Sąsiedzi

Moi Drodzy! Nadszedł czas, aby wspomnieć o bardzo ważnej sprawie, mianowicie o lokatorach zajmujących sąsiednie mieszkania. Sądzę, że po upływie dwóch miesięcy obserwacji mogę już śmiało wygłosić swoją opinię na ich temat.

Jak już zapewne wiecie mieszkamy w tak zwanym condominium, czyli w naszym przypadku piętrowej parceli podzielonej na 4 mieszkanka (dwa w jednym pionie i dwa w drugim). Nasza trójka zajmuje kwaterę na piętrze. Pod nami rezydują dwie pary. Jedna to Azjaci, przypuszczam że Tajowie, drugą zaś tworzą osobniki rasy białej porozumiewające się w języku angielskim. Wszyscy UWAGA są mężczyznami! Sypialnie w każdym lokum są dwie, więc nietrudno się domyśleć całej reszty. Na początku myślałam, że biali to ojciec z synem, gdyż jeden z nich jest starszy i szpakowaty a drugi ma około 40 lat. Gdy jednak zamiast matki moim oczom ukazali się panowie Tajowie, owo złudzenie szybko prysło. Cała czwórka nie jest w zasadzie uciążliwa. Przeszkadzają jedynie wtedy, gdy godzinami okupują basen. Kiedyś po wyjściu na balkon zdarzyło mi się ujrzeć nieprzyjemny obraz. Na leżakach przy basenie młodszy partner obcinał i szlifował pilniczkiem paznokcie temu starszemu. Nieciekawy widok i chociaż sytuacja się nie powtórzyła, to od tamtej pory mam do nich gorsze nastawienie.

Sąsiedni pion zajmują dwie pary młodych Rosjan (tym razem mieszane). Ci z dołu są bardziej cisi i rzadko ich widać. Chłopaka częściej, bo wychodzi na balkon zapalić. W basenie widziałam ich może tylko ze trzy razy. Parka z góry jest za to zarówno dobrze widoczna, jak i słyszalna. Często ktoś u nich gości, wówczas urządzają imprezy albo przesiadują na balkonie, prowadząc ożywione rozmowy.

Na tym nie kończy się moja opowieść. Oprócz istot ludzkich w naszym sąsiedztwie bytują różnego rodzaju owady, gady, płazy, ptaki i ssaki. Kilka okazów udało się uwiecznić na fotografiach.
Gdy na klatce schodowej zauważam małe gekony, chwytam je i zanoszę do naszego pokoju. Dotychczas złapałam już trzy ale żaden nie zagrzał na dłużej miejsca :/ Pierwszy z nich był u nas najdłużej, czyli przez kilka dni. Wychodził z ukrycia po 23:00 i któregoś wieczoru zrobiłam mu zdjęcie :)





Wielki motyl i pomarańczowa ćma, które dla odmiany znalazły się w mieszkaniu z własnej woli :)







Pewnego popołudnia, przed zachodem słońca kąpałam się w basenie i po chwili zauważyłam, że nie byłam tam zupełnie sama.







Innego dnia, idąc w kierunku parkingu natknęliśmy się na dziwnego jegomościa, który upodobał sobie pobliską palmę.







Wreszcie najmniej szczęśliwy przypadkowy gość, dudek pospolity. Biedaczek wleciał do domu i spanikowany obijał się o zamknięte okno. Szybko zrobiliśmy mu zdjęcie i otworzyliśmy drogę ewakuacyjną.





Jak widzicie, na wyspie nigdy nie jesteśmy sami. Zewsząd otaczają nas rozmaite stworzenia. Jedne bardziej przyjazne, inne mniej. Zawsze trzeba mieć się na baczności i trzymać w pobliżu aparat. Można zrobić naprawdę ciekawe i niepowtarzalne zdjęcia.

Za 4 dni ruszamy w dziewięciodniową podróż do Kambodży. Więcej nie zdradzę. Sami zobaczycie jak bardzo egzotyczny jest ten kraj. Fotorelacja z pewnością będzie interesująca, a także obszerna. Spodziewajcie się jej na początku lutego!

3 komentarze:

  1. A w tym basenie to co to za dziwoląg?

    OdpowiedzUsuń
  2. Stonoga :) Pająki widziałam tylko takie jak w Polsce. W naszym mieszkaniu nawet nie ma żadnego większego i oby tak zostało :)

    OdpowiedzUsuń