Następnym
interesującym miejscem, które odwiedziliśmy było Teuk Chhou Wildlife Education
Park, znajdujące się niecałe 10 km od Kampot. Innymi słowy Zoo bądź ośrodek, do
którego trafiły między innymi zwierzęta będące niedoszłymi ofiarami handlu, a
także chore, okaleczone. Nigdy dotąd nie byliśmy w takim miejscu. Miało one
niewiele wspólnego z Zoo, które znaliśmy. Ośrodek prowadzony przez organizację
non-profit najlepiej określają słowa zawarte w przewodniku „the most surreal
zoo you ever visit”. Przez pierwsze pół godziny nie zobaczyliśmy nigdzie
żadnego człowieka prócz nas. Olbrzymi, zaniedbany teren oraz brak wyznaczonych
kierunków zwiedzania oraz informacji wprawił nas w nie lada osłupienie. Na
klatkach, bądź obok nich często zamiast nazwy danego gatunku widniał po prostu
numer. W tym chaosie z pewnością nie zobaczyliśmy wszystkich zwierzątek, ale nachodziliśmy
się sporo i ostatecznie wyszliśmy stamtąd zadowoleni. Oto parę zdjęć wybranych
ze zbioru niespełna 70 fotek:
Na
terenie Zoo znajdowało się wiele różnobarwnych figur, jak np. ta:
Opuszczone
karuzele, jak w scenach z horroru:
Wreszcie
główni bohaterowie wycieczki, wspaniałe zwierzątka:
Napisałam,
że wyszliśmy zadowoleni. Patrzenie na zamknięte w ciasnych klatkach stworzenia
z pewnością nie napełniło nas radością, jednakże cieszyliśmy się, że skromnymi
8 dolarami (za wejściówki) mogliśmy je wspomóc. Całość opłaty wstępnej podobno przeznaczana jest jedzenie.
Po powrocie udaliśmy się do polecanej w przewodniku knajpy o nazwie Rusty Keyhole. Specjalnością tego miejsca były żeberka podawane z ziemniakami i surówką. Danie faktycznie było pyszne, a przy tym bardzo sycące. Zdecydowanie podpisujemy się pod rekomendacją.
To jeszcze nie koniec atrakcji owego dnia :) Ciąg dalszy znajdziecie w następnym wpisie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz