Nie
myślcie sobie, że my tu prowadzimy sielankowe życie pozbawione wszelkich
niedogodności. Dla przykładu, wczoraj wybraliśmy się na znajomy bazarek, gdzie
kupiliśmy parę potraw na obiadek i kolację. Wybraliśmy między innymi rybę w
jakimś czerwonym sosie, papryki zielone nadziewane mięsem i ugotowane w jakimś
rosołku, kiełbaski wieprzowe, sajgonki, Massaman Curry. Okazało się, że ryba
była za ostra, sajgonki tak suche, że ciężko było je zjeść. Ponadto, kiełbaski
wieprzowe nie miały nic wspólnego z dobrze nam znanymi polskimi kiełbasami. Nie
dość, że naszprycowane jakimiś niesmacznymi przyprawami, to zamiast mięsa
włożono tam głównie tłuszcz i jakieś ochłapy. Wolę nie rozmyślać co dokładnie
miały kamuflować te wszystkie przyprawy. Jakby tego było mało, kolacja
rozczarowała nas jeszcze mocniej. Nadziewane papryczki, które przecież tak
ładnie się prezentowały, były niewiarygodnie gorzkie i słone. Winowajcą był
niewinnie wyglądający rosołek, a dokładniej zanurzone w nim zielone badyle, za
sprawą których cała potrawa utonęła w morzu goryczy. Dało się zjeść jedynie
mięsko, które na szczęście nie przeszło tak bardzo ohydnym wywarem. Jedyną
dobrą rzeczą był Massaman Curry, który podany na śniadanie przyjemnie rozpoczął
dzień dzisiejszy, a przy tym zatarł pamięć o zjedzonych wczoraj paskudztwach.
Niemiłych niespodzianek nie nastąpił niestety kres. Po nocy woda w naszym
basenie przybrała niezdrowo zielony kolor. O pływaniu w ciągu najbliższych dni
możemy zapomnieć. Mam nadzieję, że szybko zjawią się fachowcy. Niesmaczne
jedzenie i brudny basen, to najświeższe aczkolwiek nie jedyne nieprzyjemności,
które spotkały nas na Phuket. Kiedyś na przykład kilka godzin nie było prądu, a
następnie przez jakiś czas wody. Nieciekawa sytuacja tym bardziej, że miała
miejsce rano i nie można było zaparzyć sobie kawki ani wziąć prysznica. Całe
szczęście ta usterka nie trwała zbyt długo i miejmy nadzieję, że się już więcej
nie powtórzy.
Troszkę
sobie ponarzekałam, ale taki był cel tego wpisu. Przykre niespodzianki mogą
zaskoczyć nas zawsze i wszędzie J Dziś wzięłam
sprawy w swoje ręce i ugotowałam obiadek. Po raz pierwszy zrobiłam puree z
marchwi. Pycha. Z pewnością zrobię ponownie i wrzucę zdjęcie. Fotka na dziś
musi być adekwatna do tematu przewodniego J Oto nasz zielony basen
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz