sobota, 30 listopada 2013

Nie całkiem jak w raju

Nie myślcie sobie, że my tu prowadzimy sielankowe życie pozbawione wszelkich niedogodności. Dla przykładu, wczoraj wybraliśmy się na znajomy bazarek, gdzie kupiliśmy parę potraw na obiadek i kolację. Wybraliśmy między innymi rybę w jakimś czerwonym sosie, papryki zielone nadziewane mięsem i ugotowane w jakimś rosołku, kiełbaski wieprzowe, sajgonki, Massaman Curry. Okazało się, że ryba była za ostra, sajgonki tak suche, że ciężko było je zjeść. Ponadto, kiełbaski wieprzowe nie miały nic wspólnego z dobrze nam znanymi polskimi kiełbasami. Nie dość, że naszprycowane jakimiś niesmacznymi przyprawami, to zamiast mięsa włożono tam głównie tłuszcz i jakieś ochłapy. Wolę nie rozmyślać co dokładnie miały kamuflować te wszystkie przyprawy. Jakby tego było mało, kolacja rozczarowała nas jeszcze mocniej. Nadziewane papryczki, które przecież tak ładnie się prezentowały, były niewiarygodnie gorzkie i słone. Winowajcą był niewinnie wyglądający rosołek, a dokładniej zanurzone w nim zielone badyle, za sprawą których cała potrawa utonęła w morzu goryczy. Dało się zjeść jedynie mięsko, które na szczęście nie przeszło tak bardzo ohydnym wywarem. Jedyną dobrą rzeczą był Massaman Curry, który podany na śniadanie przyjemnie rozpoczął dzień dzisiejszy, a przy tym zatarł pamięć o zjedzonych wczoraj paskudztwach. Niemiłych niespodzianek nie nastąpił niestety kres. Po nocy woda w naszym basenie przybrała niezdrowo zielony kolor. O pływaniu w ciągu najbliższych dni możemy zapomnieć. Mam nadzieję, że szybko zjawią się fachowcy. Niesmaczne jedzenie i brudny basen, to najświeższe aczkolwiek nie jedyne nieprzyjemności, które spotkały nas na Phuket. Kiedyś na przykład kilka godzin nie było prądu, a następnie przez jakiś czas wody. Nieciekawa sytuacja tym bardziej, że miała miejsce rano i nie można było zaparzyć sobie kawki ani wziąć prysznica. Całe szczęście ta usterka nie trwała zbyt długo i miejmy nadzieję, że się już więcej nie powtórzy.

Troszkę sobie ponarzekałam, ale taki był cel tego wpisu. Przykre niespodzianki mogą zaskoczyć nas zawsze i wszędzie J Dziś wzięłam sprawy w swoje ręce i ugotowałam obiadek. Po raz pierwszy zrobiłam puree z marchwi. Pycha. Z pewnością zrobię ponownie i wrzucę zdjęcie. Fotka na dziś musi być adekwatna do tematu przewodniego J Oto nasz zielony basen


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz